Recenzje

Jerzy Doroszkiewicz – Poranny.pl

Quartado – jazz rock nadciąga z Wybrzeża (2014, wideo) Ale niech nikogo nie zwiedzie otwierający krążek "Latin Spirit”. To nie będzie lekka piosenka, tylko wielowymiarowy jazz rockowy utwór bliski estetyce Chicka Corea, a i z klasycyzującymi partiami fortepianu, podkreślającymi słowiański rodowód kompozytora. Brzmienie uzupełniają partie syntezatora. Lirycznym tematem Rejnowicz opatrzył kompozycję "Intro to the Soldier”. Kiedy zaczyna się niemal 10-minutowy "Soldier” momentami wydaje się, że Corea dołączył do SBB. Piękna porcja klasycznego, jeśli to coś komuś mówi, jazz rocka zwieńczona solówką perkusyjną Łosowskiego. Zabieg odważny i na albumie nie do końca potrzebny, aczkolwiek kompozycyjnie w pełni uzasadniony. Z kolei "Got a Goal” lider oparł o pulsujące brzmienia piana fendera. Znakomita praca sekcji rytmicznej stanowi oparcie dla nieprzewidywalnych solówek Marcina Wądołowskiego. Ten gitarzysta zasługuje na szczególną uwagę w świecie muzyki jazzowej. Chyba warto poszukać płyty "Marcin Wądołowski Quartet”, która już ujrzała światło dzienne. Na razie mamy "My Etude” skomponowaną właśnie przez gitarzystę. Solidny, melodyjny temat, podany w niebanalny sposób i świetnie rozwinięty przez improwizującego na fortepianie Rejnowicza. A wszystko w szybkim, tempie, ze znakomicie wsłuchanym w grę innych Łosowskimi z solówkami basisty i wspomnianego perkusisty. Tomasz Łosowski jest autorem lirycznego "Song for Monika”. Ale owa liryczność bardziej zawarta jest w temacie, niż tempie, bo Quartado nie odpuszcza sobie ani na chwilę. Muzycy trzymają rytm, a dialogi pomiędzy klawiszowcem i gitarzystą cieszą ucho. Przy okazji producent wyeksponował pracę Karola Kozłowskiego, basisty który w Trójmieście z niejednego pieca chleb już jadł. A żeby nie było nudno, tę porywającą kompozycję kończy niemal rockowa solówka zagrana z brzmieniem hammondów i rytmami jakich nie powstydziłby się Keith Emerson. Zespół nie odpuszcza sobie także w kolejnym utworze. "Six Questions” pozwala wygrać się nie tylko pianiście, ale i gitarzyście, któremu pilnie wtóruje basista. I jak to już w przypadku tego zespołu bywa, kompozycja ma kilka części i zmusza do uważnego śledzenia poczynań muzyków. "Seven Answers” we wstępie łączy brzmienia i klimaty progresywnego rocka z najwyższej półki z estetyką fusion. Wręcz ma się wrażenie, że Michał Urbaniak ze spokojem mógłby z tymi muzykami występować nie tylko w Polsce, ale może przede wszystkim – w Nowym Jorku. Po ośmiu pełnych energii kompozycjach, Rejnowicz umieścił balladę "Slow the World Down”. Tu wreszcie gitara nie brzmi rockowo, bliższa jest naturalnego brzmienia, jaki wydobywają ze strun przystawki bez przesteru. To także miejsce na liryczną solówkę Kozłowskiego. Album kończy 200-sekundowe "Fugato”. Każdy z muzyków ma okazję przypomnieć o swoim udziale w nagrywaniu krążka, a sam temat kończy fortepian – mimo wszystko chyba koronny instrument Rejnowicza. Quartado dopiero zaczynają swoją wspólną drogę przez kluby i festiwale jazzowe. Jeśli spóźniliście się z miłością do Weather Report, nie zdążyliście na koncert Chicka Corea w Wilnie czy w Warszawie, nie przegapcie tej formacji. Muzyka na światowym poziomie i osadzona w polskiej kulturze.
Konrad Wojciechowski – Gazeta “METRO”
Profesjonalnie grają dopiero od dwóch lat. Ich muzyka nie zawiera słów, bo wypełniają ją jazzowe improwizacje. Quartado to czterech chłopaków z Trójmiasta, wśród których znalazło się miejsce dla syna założyciela Kombi. Okazuje się, że nie trzeba śpiewać, aby tworzyć dynamiczne kawałki W krótkim liście przysłanym od założyciela kapeli Jana Rejnowicza, studenta trzeciego roku gdańskiej Akademii Muzycznej w klasie fortepianu klasycznego, autor próbował w kilku słowach scharakteryzować swoją kapelę. Wystarczyło, że ograniczył się do dwóch argumentów: "jazz" oraz "fusion". Bo muzyki Quartado nie trzeba dodatkowo reklamować, ona doskonale broni się sama. Zespół powstał przed dwoma laty. - Chciałem stworzyć kapelę na bardzo dobrym poziomie. Napisałem do perkusisty Tomka Łosowskiego [syna założyciela grupy Kombi - przyp. KW] z pytaniem, czy zechciałby mi towarzyszyć w realizacji tego ambitnego przedsięwzięcia. Moja propozycja go zaciekawiła, bo okazało się, że łączą nas podobne fascynacje muzyczne, a Gary Novak czy Chick Corea to artyści, których tak samo cenimy i podziwiamy - zdradza Rejnowicz, który wkrótce przyłączył do Quartado związanego wcześniej z Kubą Badachem czy Leszkiem Możdżerem basistę Karola Kozłowskiego i gitarzystę Marcina Wądołowskiego, który chwali się w CV współpracą z Czerwonymi Gitarami. Rejnowicz od początku wiedział, że chce grać jazz, ale nie tradycyjny, z podziałem na chicagowski czy nowoorleański, tylko własny, rozrywkowy, noszący znamiona i wirtuozerii, i przeboju. Przygoda Jana z muzyką "nie tylko dla muzyków, ale też dla ludzi" miała początek w domu rodzinnym. - Moim pierwszym nauczycielem był tata. To w jego zbiorach płytowych wygrzebałem album "One More Once" Michela Camilo. Zacząłem go słuchać całym dniami i nie mogłem wyjść z podziwu. Tak nastąpił przełom w moim życiu - opowiada młody lider. Camilo zasłynął jako pianista klasyczny o dużych umiejętnościach technicznych i głębokiej latynoskiej wrażliwości. Pochodzi z Santo Domingo na Dominikanie, gdzie gra się jazz, a przy okazji słucha Carlosa Santany czy Ala Di Meoli. Zafascynowany swoim guru Rejnowicz też zaczął od układania pogodnych kompozycji. Pierwszym napisanym numerem (w tej kolejności trafił także na debiutancki album grupy "Quartado") było właśnie zwiewne i chwytliwe "Latin Spirit", kwitnące radosną improwizacją i natchnione solidną porcją fortepianowego geniuszu. - Utwór skomponowałem pod wyraźnym wpływem Camilo. Kiedy już jako gimnazjalista zagrałem "Latin Spirit" z okazji jakiegoś religijnego festynu, publika zamarła. Klaskał tylko mój tata, natomiast panie usadowione w pierwszych rzędach miały nietęgie miny i patrzyły na mnie strwożone, a ich spojrzenia mówiły wprost: "Bój się Boga!" - śmieje się Rejnowicz. A to wszystko zasługa fusion, czyli nurtu w muzyce, który czerpie wszystko co najlepsze z rocka oraz jazzu i układa w barwną mozaikę. Mistrzami fusion byli Joe Zawinul i jego Weather Report albo słynna Mahavishnu Orchestra, natomiast w Polsce między jazzem a rockiem z dużym powodzeniem prześlizgiwało się SBB, w pewnym momencie również Czesław Niemen, a przede wszystkim doceniony za granicą Michał Urbaniak. Quartado własne fusion stara się bardzo urozmaicać. Kompozycje tchną swingową świeżością ("My Etiude") i są zarazem polem do popisu dla wyobraźni wszystkich czterech muzyków, którzy improwizują aż miło z wykorzystywaniem rhytmandbluesowych harmonii ("Song For Monika"). Czuwający nad całością Rejnowicz nie odżegnuje się jednak od tradycyjnych form, dlatego bardzo lirycznie podane "Intro To The Soldier" oddaje cześć klasyce i błąka się po chopinowskich skalach. - Słychać tu elementy słowiańskości - zgadza się kompozytor. - W "The Soldier" bawimy się już konwencją rockową, to kawałek utrzymany w duchu Chicka Corei, stąd te ciekawe podziały rytmiczne. Pierwszy koncert w Gdańsku Płyta to efekt dwuletnich starań Jana, Marcina, Tomka oraz Karola, którzy nagrywali razem, ale ćwiczyli oddzielnie w oparciu o nuty i szkice wysyłane przez Rejnowicza. Cały materiał na płytę (przeszło godzinną improwizację!) zarejestrowali w studiu za jednym podejściem. Ich debiutancki album nie doczekał się na sponsora, więc muzycy - z dużą pomocą finansową ojca Jana - sami wszystko opłacili. Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, ale produkcja i promocja albumu na własną rękę to przeważnie wydatek rzędu 20 tys. zł. Tyle kosztuje samorealizacja Pierwszy koncert Quartado odbędzie się w czwartek, w gdyńskim klubie Ucho. - Trójmiasto jest fajnym miejscem dla muzyki. Nie ma tutaj wyścigu szczurów. Można liczyć na wsparcie innych i morski klimat - kończy Rejnowicz.
Marta Ratajczak – “Babskim Uchem”
Quartado to nazwa zespołu oraz tytuł jego debiutanckiej płyty, o której niebawem - zaręczam - zrobi się naprawdę bardzo głośno... Zespół powstał w 2012 roku z inicjatywy młodego, lecz zdolnego pianisty i kompozytora - Jana Rejnowicza, laureata licznych konkursów pianistycznych, współpracującego z wieloma zespołami i orkiestrami. Jan do swojego składu pozyskał doskonałego gitarzystę, znanego choćby z ostatnich wyśmienitych dokonań jak doskonały tegoroczny autorski album "Blue Night Session" czy fantastyczna zeszłoroczna płyta składu Janusza Mackiewicza: "Elec - Tri - City" - Marcina Wądołowskiego; basistę mającego na swoim koncie współpracę z wieloma wybitnymi Muzykami, jak choćby Leszek Możdżer czy Kuba Badach - Karola Kozłowskiego oraz wspaniałego perkusistę legendarnej grupy Piotra Lemańczyka - Orange Trane - Tomasza Łosowskiego. Album wypełnia osiem kompozycji autorskich Jana Rejnowicza ("Latin Spirit", "Intro To The Soldier", "The Soldier", "Got A Goal", "Six Questions", "Seven Answers", "Slow The World Down" oraz "Fugato"), "My Etude" Marcina Wądołowskiego oraz "Song For Monika" Tomka Łosowskiego. Premiera płyty zapowiadana jest na dzień 22 maja 2014, podczas koncertu zespołu w Gdyni, w klubie "Ucho". Fragment płyty, będący zarazem zapowiedzią koncertu można obejrzeć poniżej: Jako szczęśliwa posiadaczka tej pięknej płyty, już dziś jednak uchylę rąbka tajemnicy, co na niej zostało zapisane. Album rozpoczyna się gorącą kompozycją Jana Rejnowicza o tytule "Latin Spirit", częstującą nad od pierwszej chwili gorącymi, pełnymi narastającego napięcia dźwiękami rozgrzanego, pełnego temperamentu fortepianu, do którego dołącza po chwili porywająca, czarująca gitara wspaniałego Muzyka jakim jest Marcin Wądołowski. Kompozycja przesiąknięta jest niebywałym wręcz, gorącym, zalotnym rytmem wymykającym się spod instrumentów Muzyków, których charakteryzuje ogromne porozumienie. W przestrzeni nakreślanej przez ciemną, ciepłą gitarę basową Karola Kozłowskiego oraz rozhuśtaną, galopującą perkusję Tomka Łosowskiego, dwóch doskonałych solistów - Marcin i Jan - otwiera się w pełni na słuchacza, ukazując przepiękne barwy najgłębszych uczuć wypływających wspaniałymi dźwiękami. Nie braknie tu również solowego popisu Karola Kozłowskiego na przesterowanym, ostrym basie, owianego jednak ciepłą fortepianowo - gitarową mgiełką. Po pięknym utworze "Latin Spirit" następują kolejne dwie kompozycje Pianisty - czteroipółminutowe "Intro To The Soldier" oraz "The Soldier" we własnej osobie. Piękny, klasycyzujący fortepian lekko i gładko, lecz z ogromną głębią prowadzi wspaniały temat utworu, wprowadzając słuchacza w jego niezwykły klimat przy pięknej perkusji nakreślającej scenerię, w jakiej się rozgrywa. Niewiarygodnie wspaniały pomysł miał Kompozytor na przejście z "Intro To The Soldier" do samego "The Soldier", który - po smutnym i tęsknym temacie intro pozbawionym gitarowych strun, rusza ich pełną mocą w trzeciej kompozycji. Piękno, magia, mnóstwo kolorowych dźwięków jak najbardziej godnych miana zniewalającej muzyki fusion wyciąga drapieżne, rockowe pazury z wypełnionych najgłębszymi uczuciami rozimprowizowanych instrumentów kwartetu. Utwór zwieńczony jest rozhulanym solo Tomka Łosowskiego, pełnym energii i magii rozsadzającej niemal Perkusistę od środka. Tak przechodzimy do czwartej, "kosmicznej" wręcz kompozycji Jana - "Got A Goal". Tu następuje przesunięcie pięknych dźwięków w kolorowe, pełne niezbadanych ścieżek rejony elektronicznej muzyki jazz-rockowej, w której - jak słychać - zespół ma mnóstwo wspaniałych rzeczy do powiedzenia! Po prostu płyta, którą nie sposób się znudzić! Piątym utworem na płycie jest "My Etude" autorstwa Marcina Wądołowskiego - kompozycja znana z cudnej płyty "Blue Night Session" - niezwykle transowa, piękna, wprost zwalająca z nóg; tu - choć zagrana w innym składzie i na inny sposób - nieodmiennie zachwyca i czaruje. Wspaniała gitara najwybitniejszego - jak sądzę - trójmiejskiego gitarzysty młodego pokolenia skupia na sobie całą uwagę słuchacza tak bardzo, że gdy milknie - słuchacz nie może doczekać się jej powrotu. Niepokojąco fascynujące barwy ciepłego tła buduje wraz z rozgrzaną i jak zawsze gotową "do walki" perkusją ostry, zaczepny bas Karola Kozłowskiego, wychodzący w pewnym momencie na groźne, lecz przepiękne solo. Po "My Etude" natomiast następuje kompozycja Perkusisty - czarująca, iskrząca się wieloma barwami "Song For Monika". W utworze tym mamy wrażenie tworzenia przez Muzyków wspaniałej, mocno przyprawionej potrawy, piekącej, ostrej, lecz pełnej tak niesamowitego wdzięku i czaru, że nie sposób jej się oprzeć! Cudo! Ciemnym, mrocznym basem, zza którego wyłania się po trochu łagodny, jasny fortepian lidera, rozpoczynamy kolejną kompozycję Pianisty - "Six Questions". Zaczepna, swawolna gitara prowadzi nas po pięknych ścieżkach nietkniętych dotąd ludzką stopą, wskazując na roztaczające się wokół cudne widoki tworzone przez instrumenty pozostałych Muzyków przy wschodzącym fortepianowymi dźwiękami ciepłym, jasnym słońcu. Dźwiękami, które czarują wymykając się spod biało - czarnych klawiszy, wciągając wręcz słuchacza w cudny świat marzeń pełnych radości i pięknych uczuć. Mnóstwo serca, mnóstwo emocji podanych w jak najwspanialszy sposób przez czterech wyjątkowych Muzyków... Nad wyraz piękną odpowiedzią na te "Six Questions" jest kolejna kompozycja Rejnowicza - "Seven Answers". Szalony, pełen radości i lekkości utwór przywołujący na myśl gorący, zmysłowy taniec radości na egzotycznej dzikiej plaży. "Slow The World Down" natomiast, również wywodzący się spod pióra Jana Rejnowicza, to ciepły, kojący utwór pełen żaru, tęsknoty i niespełnienia; piękna ballada rodząca się pod klawiszami Kompozytora przy wszechotaczającym, kojącym wietrzyku ciepłej perkusji. Balladę tę podejmuje następnie doskonały gitarzysta, snując jej piękne wiersze swoimi ożywającymi, pełnymi uczuć napiętymi strunami, przyciemnianymi dobiegającymi do uszu ciężkimi nutami gitary basowej Karola Kozłowskiego, który następnie podejmuje temat (czyniąc to w naprawdę cudny sposób!). Choć cała płyta jest niewątpliwie wspaniała, "Slow The World Down" jest moim numerem jeden niniejszego albumu! Album ten kończy radosny, lekki utwór "Fugato", napisany przez Jan Rejnowicza. Tu każdy z Muzyków żegna się cudnie ze słuchaczem, wwiercając się jednocześnie w jego świadomość i nie pozwalając o sobie zapomnieć. Piękna, monumentalna Muzyka, pełna różnorodności. Tak, jak natura zwykła ostrzegać przed wszelkimi niebezpieczeństwami za pomocą ostrych barw, tak członkowie grupy Quartado całkowicie słusznie opatrzyli okładkę swej debiutanckiej płyty kolorem jaskrawej niemal czerwieni. Słusznie, gdyż silnie uzależniający album "Quartado" z całą pewnością jest płytą, obok której nie można przejść obojętnie, jak gdyby Muzycy rzucali na słuchacza urok, czyniąc go raz na zawsze swoim oddanym fanem!
Robert Ratajczak – “Longplay”
Formacja powstała w 2012 roku z inicjatywy klasycznie wykształconego muzycznie pianisty i kompozytora Jana Rejnowicza, laureata wielu konkursów pianistycznych oraz nagrody Prezydenta Miasta Gdańska. Rejnowicz współpracował jak dotąd m.in. z renomowaną Orkiestrą Wojciecha Rajskiego, formacjami Kassak Brass Ensemble, Margaux Kier oraz z Leszkiem Możdżerem. Pianiście w składzie Quartado towarzyszy wyśmienity gitarzysta młodego pokolenia Marcin Wądołowski znany m.in. z formacji The Moongang (album ''Taxi'', 2012) i zespołu Janusza Mackiewicza: Elec-Tri-City (''Elec-Tri-City'', 2013), oraz dwóch autorskich albumów: ''Git Majonez'' (2011) i wydanego krótko przed niniejszą płytą: ''Blue Night Session'' (2014). Sekcja rytmiczna Quartado to: znany z współpracy m.in. z Kubą Badachem oraz zespołami The Moongang, Kombi i Blue Cafe -basista Karol Kozłowski i perkusista szczycący się jak dotąd udziałem w nagraniu ponad 40 płyt -Tomasz Łosowski, równolegle współtworzący trio Orange Trane. Debiutancki album Quartado jaki światło dzienne ujrzał w maju 2014 roku wypełnia osiem własnych kompozycji lidera projektu -Jana Rejnowicza oraz ''Song For Monika'' T.Łosowskiego i ''My Etude'' M.Wądołowskiego (znana z wcześniejszej wersji zamieszczonej na wspomnianym albumie ''Blue Night Session'', 2014). Otwierający album blisko 9-minutowy ''Latin Spirit'' już od początku albumu rozpościera wachlarz rozmaitych muzycznych klimatów, jakie towarzyszyć nam będą przez najbliższe sześćdziesiąt parę minut. Pejzażowe partie fortepianu sąsiadują z ekwilibrystycznymi (stricte rockowymi) solówkami gitarowymi Wądołowskiego, a wszystko to poparte jest brzmieniem elektrycznego piano z świetnym podkładem basu i karkołomną wirtuozerią Tomka Łosowskiego. Ukojenie przynosi poprzedzony intro, kolejny bardzo rozbudowany temat na płycie: ''Soldier''. Tutaj czterej młodzi instrumentaliści kreują brzmienie, kojarzące się z najlepszymi dokonaniami progresywnego rocka. Gitarzysta składu Marcin Wądołowski zdaje się być obok Rejnowicza instrumentalistą najdobitniej odciskającym swe piętno na uzyskanym przez Quartado ostatecznym brzmieniu. Niejednokrotnie to właśnie gitara wyznacza niejako charakter poszczególnych nagrań. Wielką niespodzianką w trakcie ''Soldier'' jest szaleńcza solówka Tomka Łosowskiego wieńcząca tę wyjątkową ''perełkę'' albumu. Galopujący rytm ''Got A Goal'' wiele zawdzięcza wyjątkowej ''pracy'' gitary basowej Karola Kozłowskiego. Nieco archaicznie brzmiące elektryczne piano, którego brzmienie wraz z basem zdominowało tę kompozycję nasuwa skojarzenia z wspaniałą stylistyką fusion rocka połowy lat 70-tych. ''Got A Goal'' należy mimo wszystko jednak do wyśmienitej sekcji rytmicznej: Kozłowski-Łosowski. Melodyjny temat Marcina Wądołowskiego ''My Etude'' poznajemy w zgoła odmiennej wersji niż tak świeżo jeszcze brzmiąca w uszach akustyczna jej odsłona z albumu ''Blue Night Session'' (2014). Mniej tu gitary, dominują za to dynamiczne partie fortepianowe i solidny fundament basowy (plus wyśmienicie wpleciona w całość solówka Karola Kozłowskiego). Tomasz Łosowski ''podarował'' Quartado urokliwą, funkującą miniaturkę ''Song For Monika'' doskonale ozdobioną brzmieniem organów Hammonda, których wybornie serwowane solo w stylu jakiego nie powstydziłby się sam Jon Lord, kończy utwór. Bardzo przebojowo (w dobrym słowa znaczeniu) brzmi główny motyw gitarowy w ''Six Questions'', z którego jednak Jan Rejnowicz swobodnie przechodzi w impresyjne fortepianowe kreacje, nadając siły całemu utworowi. Swego rodzaju odpowiedzią na ten temat jest następujący po nim pełen zawirowań krótki: ''Seven Answers''. Czekałem na balladę... i doczekałem się! Na debiucie trójmiejskiego kwartetu jest to piękny temat ''Slow The World Down'', w którym uroczą linię melodyczną kreuje zarówno gitara Wądołowskiego jak i bas Karola Kozłowskiego. ''Szczoteczki'' perkusji, dyskretne piano i generowane elektronicznie efekty w tle dopełniają całości. Takie cudeńko! Na koniec impresyjny temat ''Fugato'' i zaskakująca fortepianowa koda. Minęła już godzina? Nieprawdopodobne. Preferująca elektryczne brzmienie formacja Quartado, mało iż w doskonały sposób odświeża zapomnianą nieco konwencję jazz rocka, to jednoznacznie przekonuje że i w tej stylistyce jeszcze niejedną muzyczną rewolucję można przeprowadzić. Muzyka bardzo świeża i emanująca prawdziwą, robiącą wrażenie niczym nieposkromionej, energią. Trójmiejskie środowisko muzyczne w ostatnim czasie wręcz inwazyjnie atakuje krajową scenę jazzową, a Quartado jest niewątpliwe kolejnym bardzo silnym jego atutem.
Paweł Tryba – “Prog rock”
Nowa siła na scenie polskiego jazz rocka? O, już jest fajnie! Lubię fusion, bo to muzyka i do bujania, i do myślenia. Inteligentna rozrywka. W przypadku Quartado można wręcz mówić o rozrywce intelektualnej.

Nietypowość zespołu w składzie: Jan Rejnowicz (wszelkiej maści klawiatury), Marcin Wądołowski (gitara), Karol Kozłowski (bas) i Tomasz Łosowski (perkusja) polega na daleko posuniętej supremacji pianisty. Co bynajmniej nie oznacza, ze partnerów wybrał sobie anonimowych. Wądołowski jako lider popisał się już dwiema bardzo ciekawymi płytami: „Git Majonez” i tegoroczną „Blue Night Sessions”, Łosowski to jeden z najlepszych perkusistów w kraju, współtwórca genialnego, a nieistniejącego już niestety Pi-eR2, a Kozłowski jest basistą jazz-rockowego Paul Band i wspomaga Leszka Możdżera.

Czyli zebrało się czterech zdolniachów, ale Quartado to dziecko Rejnowicza i jego poligon kompozytorski i brzmieniowy. A Rejnowicz, mimo młodego wieku, jest solidnie obytym muzykiem, obeznanym z muzyką klasyczną i jazzem. Zdominował resztę składu i, o dziwo, ta formuła się sprawdza. Każdy utwór to plątanina wyrazistych tematów i ekspresyjnych partii solowych, ciężko przewidzieć w jakim kierunku rozwinie się kompozycja. A nawet, jeśli kawałek wybrzmi już do końca, Rejnowicz bawi się jego strukturą w kolejnym utworze – uwielbia tworzyć takie dyptyki.

Dobrze, weźmy pierwszy z brzegu „Latin Spirit”. Kompozycja to nie w kij dmuchał, trwa niemal dziewięć minut, a jej wielowątkowa konstrukcja może wręcz przypominać progresywne suity. Na tle świetnie dogadującej się sekcji (bas Kozłowskiego „gada” wyraźnie, nie jest schowany w miksie – to lubię!) pianista a to snuje delikatne, kameralne tematy (mi osobiście kojarzą się trochę z kompozycjami Andrzeja Kurylewicza), a to atakuje autentycznie latynoskim nerwem, w czym dzielnie sekunduje mu kąśliwa gitara Wądołowskiego. A kiedy pod koniec utworu Rejnowicz sięga po Mooga, czuję się jakby czas cofnął się do lat 70tych. Nooo, jest dobrze, a to dopiero pierwszy kawałek! Jedziemy dalej, a tu... kompozycja dwuczęściowa. Intro do „The Soldier” ma dobrze ponad cztery minuty i klimat jakiegoś niewesołego nokturnu. To utwór, w którym uczucia górują nad techniką. Właściwa kompozycja też nie prze na siłę do przodu, jest w niej czas na precyzyjne budowanie nastroju, rozmowę gitary z klawiszami… Utwór właściwy to kompletna zmiana atmosfery, żywa, efektowna żonglerka instrumentami solowymi. I bębniarz ma okienko na efektowną partię. Dobra, jedna trzecia programu płyty za mną, a ja już jestem kupiony. W kolejnym „Got a Goal” Rejnowicz raczy nas dla zmyłki przez minutę niemal ambientalnym wstępem, by potem wypuścić z klatki gitarzystę. A ten funkuje aż miło...

Potem „My Etude” – jedyna w stawce kompozycja Wądołowskiego. Prostsza, optymistyczna i bardzo melodyjna. Pamięta ktoś płytę „Talking Guitar” Jarosława Śmietany? Tu mamy coś w tym guście. Podoba mi się kompozycja Łosowskiego „Dla Moniki”, gdzie naprawdę dużo miejsca na wypowiedź dostał gitarzysta, a pianista dobarwia go Hammondem. Jakby dla równowagi kolejne „Six Questions” oparte jest na delikatnym, eleganckim temacie gitary. Robi się tak bardziej salonowo… Korespondujące z nim „Seven Answers” jest krótkie, zwarte i dynamiczne. W ”Slow The World Down” główną rolę gra Łosowski, zagęszczając swoją grę dzięki częstym uderzeniom o talerze. Równie ważna jak kompozycja jest w tym utworze faktura brzmieniowa. Temat ze „Slow The World Down” powraca jeszcze w wieńczącym całość „Fugato”. Koniec. Wciskamy klawisz „repeat”, bo dużo tu jeszcze pozostało do odkrycia i wyłapania. 

Quartado” to album wyśmienity, ale dość wymagający. Żeby usłyszeć całą paletę wrażeń, które oferują Rejnowicz z kolegami, warto zarezerwować sobie godzinkę i skupić się tylko na muzyce. Najtrudniej jest znaleźć ten moment bo muzyka – zapewniam – wciągnie Was sama.